- Che avete? .

Aby zakończyć ten rozdział w sposób, który pomoże Czytelnikowi rozpocząć teraz, natychmiast przełamywanie nawyku denerwowania się, przedstawiam dziesięciopunktowy plan walki z tym nawykiem.. Wojska lądowe. Związek Radziecki zgodził się na zmniejszenie o połowę swych wojsk stacjonujących w Niemczech Wschodnich, liczących obecnie dwadzieścia jeden dywizji bojowych wszystkich rodzajów i potencjalnie stanowiących siłę zdolną dokonać inwazji na zachód wzdłuż Wielkiej Niziny Niemieckiej. Dywizje nie zostaną rozwiązane, lecz przesunięte za granicę radzieckopolską i nie wrócą więcej na zachód. Są to wszystko dywizje kategorii pierwszej Ponadto Związek Radziecki zredukuje siłę liczebną swojej całej armii o 40 procent.. Wypuścić go, tego ciemięzcę i kata zakonnych ludzi, zwycięzcę w tylu spotkaniach, przyczynę tylu klęsk i hańby, pogromcę, a potem zabójcę Danvelda, pogromcę de Bergowa, zabójcę Majnegera, zabójcę Gotfryda i Huga, tego, który w samym Szczytnie wytoczył więcej krwi niemieckiej, niż jej wytacza niejedna dobra utarczka czasu wojny: "Nie mogę! nie mogę! - powtarzał w duszy Zygfryd i na samą tę myśl drapieżne palce zaciskały mu się kurczowo, a stara, wyschła pierś z trudnością łowiła oddech. - A jednak, gdyby to było z większym pożytkiem i chwałą Zakonu? Gdyby kara, która by spadła w takim razie na jeszcze żyjących sprawców zbrodni, miała przejednać wrogiego dotychczas księcia Janusza i ułatwić z nim układ albo nawet i przymierze?... Zapalczywi są oni - myślał dalej stary komtur - lecz byle im trochę dobroci okazać, łatwo krzywd zapominają. Ot i książę sam był we własnym kraju pochwycon, a przecie czynnie się nie mścił..." Tu począł chodzić po sali w wielkiej rozterce wewnętrznej, gdy nagle wydało mu się, że mu coś z góry rzekło: "Wstań i czekaj na powrót Rotgiera." Tak! należało czekać. Rotgier zabije niechybnie onego młodzianka, a i potem albo trzeba będzie ukryć Juranda i jego córkę, albo ich oddać. W pierwszym razie książę wprawdzie o nich nie zapomni, ale nie mając pewności, kto porwał dziewkę, będzie jej szukał, będzie słał listy do mistrza nie z oskarżeniem, ale rozpytujące - i rzecz pójdzie w niezmierną odwłokę. W drugim razie radość z powrotu Jurandówny większą będzie niż chęć zemsty za jej porwanie. "A wszak ci zawsze możemy powiedzieć, żeśmy ją znaleźli już po Jurandowej napaści!" Ta ostatnia myśl uspokoiła całkiem Zygfryda. Co do samego Juranda, dawno już na współkę z Rotgierem wymyślili sposób, żeby jeśli go przyjdzie wypuścić, nie mógł ni mścić się, ni skarżyć. Zygfryd radował się w srogiej duszy myśląc teraz o tym sposobie. Radował się również na myśl o sądzie Bożym, który miał odbyć się w ciechanowskim zamku. Co do wyniku śmiertelnej walki nie nurtował go żaden niepokój. Przypomniał sobie pewien turniej w Królewcu, gdy Rotgier pokonał dwóch słynnych rycerzy, którzy w ojczystej swej andegaweńskiej krainie uchodzili za niezwalczonych zapaśników. Wspomniał i walkę pod Wilnem z pewnym polskim rycerzem, dworzaninem Spytka z Melsztyna, którego Rotgier zabił. I rozjaśniła mu się twarz, a serce wezbrało dumą, gdyż Rotgiera, jakkolwiek już słynnego rycerza, on pierwszy na wyprawy do Litwy wodził i najlepszych sposobów wojny z tym plemieniem go uczył. A teraz ów synaczek rozleje raz jeszcze znienawidzoną krew polską i wróci okryty chwałą. Wszak ci to sąd Boży, więc i Zakon będzie zarazem z podejrzeń oczyszczon... "Sąd Boży!..." Na jedno mgnienie oka stare serce ścisnęło się uczuciem podobnym do trwogi. Oto Rotgier stanąć ma do walki śmiertelnej w obronie niewinności krzyżackiej, a przecie oni winni, będzie zatem walczył za kłamstwo... Nużby stało się nieszczęście. Lecz po chwili Zygfrydowi wydało się to znów niemożliwym. Rotgier nie może być zwyciężony.. Ze specjalnych oddziałów NKWD, aby w krótkim, kilkudniowym terminie dokonać. Przed podium stała na baczność kompania honorowa milicji, formacji podlegającej Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, MWD, i druga, z Zarządu Ochrony Pogranicza KGB. Aby nadać uroczystości ludzki wymiar, na czwartej stronie pustego placu zgromadzono dwustu inżynierów, techników i członków personelu lotniska, którzy tworzyli tłum. Ale punkt centralny dla mówcy stanowiła bateria kamer telewizyjnych, fotografów i dziennikarzy stojących między dwiema kompaniami honorowymi. Był to bowiem podniosły moment.. - Mam dla pana coś nowego! Ta śmierdząca łajba Teresa zostaje w porcie. Nie wyjdzie w morze, dopóki z Turynu nie przyjedzie sześć przeklętych ciężarówek. A to może potrwać dobre osiem godzin. Związki zawodowe każą gnojom za to zapłacić, a załodze wlepią grzywnę za chlanie na służbie! Mówię panu, to jedna wielka banda chamów! Jednym słowem z Teresą miał spokój, przynajmniej na razie. Mógł więc skupić się na Elbie i Cristobalu. Zwłaszcza, że teraz liczyła się dosłownie każda minuta. Musiał więc iść na całego. Nie miał czasu na wyrafinowane podchody, okrężny wywiad, przezorne dobieranie informatorów, oglądanie się na postronnych słuchaczy. Zostawały tylko dwie metody: przekupstwo albo przemoc. Havelock szybkim krokiem wrócił do drugiej bramy, za którą cumowała Isola d'Elba, i tylko nieznacznie zmienił wymyśloną na użytek strażnika historyjkę. Chciałby -ot, tak sobie porozmawiać z kilkoma członkami załogi, którzy zapewne szwendali się na lądzie do ostatniej chwili. Czy uczynny stróż prawa, uścisnąwszy mu rękę ze zwitkiem banknotów, nie wie przypadkiem, który bar cieszy się wśród załogi Elby największą popularnością?. - Może za krótko tam pracujesz. W każdym razie....